Peter J. Vernezze napisał
książkę, która jest kolejną próbą wynalezienia koła na nowo.
Jaki jest sens pisania syntetycznego podręcznika stoickiej
filozofii, kiedy w każdej księgarni na półce stoją świetne
wydania Rozmyślań
Marka Aureliusza, a na bookini.pl są dostępne za darmo dzieła Seneki? Wszakże im dalej od źródeł, tym w rzece więcej glonów...
Po co więc serwować stary kotlet, tyle że podgrzany po raz setny w
mikrofalówce?
Powodów
jest kilka. Don't worry, be stoic
to ciekawa pozycja z pogranicza literatury popularnonaukowej i
poradnika psychologicznego, przedstawiająca stoicyzm, jako – za
podtytułem – antyczną mądrość na trudne czasy.
Autor, amerykański wykładowca filozofii, zebrał w tej pozycji
swoje eseje dotyczące stoickiej szkoły filozoficznej i posiłkując
się cytatami z Marka Aureliusza, Epikteta oraz Seneki próbuje
pokazać jej użyteczność w dzisiejszej rzeczywistości. Wbrew
pozorom nie jest to motywacyjna psychopasza nawołująca do
pozytywnego myślenia i aktywizmu życiowego. Vernezze ciekawie
odnosi stoicyzm do współczesnej mentalności, nauk Jezusa czy Buddy
i nie epatując czytelnika swoimi rozterkami, pokazuje w sympatyczny
sposób swoje życie wzbogacone o filozoficzne przemyślenia. Nie
daje oczywistych recept. Jeżeli dostrzega potencjalną słabość
danego poglądu, stara się sam z nią zmierzyć, więc czytelnik
dostaje filozoficzny wykład opatrzony osobistym komentarzem. Czyta
się dobrze, szybko, bez zbędnego wdawania się w szczegóły, co
każdy może zrobić we własnym zakresie.
No
właśnie. Czy lepiej sięgnąć po Don't worry, be stoic,
czy może od razu po dzieła klasyków? Moim zdaniem, lepiej czyta
się zapiski Marka Aureliusza, które darzę niesłabnącym
sentymentem od gimnazjalnego konkursu krasomówczego przed laty, a
biorąc pod uwagę, że dwa lata temu powstało nowe tłumaczenie
opatrzone ciekawymi dodatkami (wyd. Czarna Owca) zdaje się, że
sprawa jest oczywista. Jednakże warto spojrzeć na książkę
Vernezze'a jako klejnocik między poradnikami psychologicznymi, który
otwarcie odsyła do historycznych źródeł, a nie jest pisany na
zasadzie „recepta-na-idealne-życie-w-pięć-minut-za-jedyne-9,99$”.
Autor z wyraźną pokorą i akademickim obyciem podchodzi do tematu,
więc nawet jeżeli uznać to za poradnik, nie miałem przy lekturze
poczucia wciskania mi kitu, jak to często bywało przy książkach
typu Sekret Rhondy
Byrne, Getting Things Done
Allena (które można by skrócić o jakieś trzy czwarte) czy Moc
pozytywnego myślenia Peale'a.
Otóż,
odpowiedź na pytania ze wstępu dla mnie jest prosta – warto
pochylić się nad czymś, co inspiruje pokolenia od przeszło dwóch
tysięcy lat. A że w wersji uproszczonej i dostosowanej do
dzisiejszych czasów? Dla laika to raczej atut niż przeszkoda. Po
lekturze, jeżeli ktoś będzie miał potrzebę napić się u źródeł,
sięgnie po kapitalne dzieła sprzed stuleci. Ciekawskim – polecam.
![]() |
Źródło |